Recenzja Lemonade

16 kwietnia 2016 roku Beyonce opublikowała w telewizji kablowej HBO trwający 60 minut film zatytułowany „Lemonade”.Jest on zwiastunem jej nowego albumu noszącego ten sam tytuł. Słuchanie utworów, które znalazły się w albumie warto poprzedzić obejrzeniem klipów, które znalazły się w filmie. Każdy teledysk poprzedzony jest swego rodzaju przemową.

Album „Lemonade” bardzo mocno odbiega od wcześniejszych wydawnictw. Nie znajdziemy w nim słodkich piosenek o miłości. Album jest bardzo osobisty, znajdziemy w nim wiele aluzji odnoszących się do życia rodziny Knowles. Postacią, która wyjątkowo często pojawia się w zapowiadającym płytę filmie, postacią, o której Beyonce wspomina w wielu utworach jest jej mąż Jay-Z. Nie brakuje także piosenek, które mają kontekst polityczny. Album nasycony jest wulgaryzmami, co fanów Beyonce może trochę zaskakiwać. Stąd też nie brakuje głosów, że „Lemonade” jest najbardziej ostrym krążkiem w dotychczasowym dorobku artystki. Najbardziej delikatnym i subtelnym utworem, który znalazł się na płycie jest ballada „Pray You Catch Me”.

Do stworzenia „Lemonade” Beyonce zaprosiła kilku genialnych artystów. Niesamowite brzmienie ma między innymi stworzony wspólnie z Jackie’m White’m „Dont’t Hurt Yourself”.Usłyszymy także James’a Blake w przepięknej aczkolwiek bardzo niespokojnej balladzie „Forward”. Współpraca ta wypadła niezwykle korzystnie. W albumie znalazły się także motywy zaczerpnięte z utworów zespołu „Led Zeppelin”, Outkast. Beyonce sięgnęła również po piosenki Burta Bacharacha. Artystka wykorzystała także wiersze poetki z afrykańskimi korzeniami Warsan Shire.

Mimo bardzo osobistego przekazu, album „Lemonade” składa się w genialnych kompozycji. Nic więc dziwnego, że album bardzo szybko trafił (podobnie, jak jej wcześniejsze albumy) na sam szczyt listy tworzonej przez „Billboard”. Tytuł swojej płyty Beyonce zaczerpnęła z toastu babci Jaya-Z, który wygłosiła na swoich 90-tych urodzinach. W dotychczasowym dorobku Beyonce „Lemonade”można uznać za płytę najlepszą.